Trening NIE czyni mistrza. Jak szkolić się na motocyklu? - PROENDURO VOUCHER

Trening NIE czyni mistrza. Jak szkolić się na motocyklu?

Trening NIE czyni mistrza. Jak szkolić się na motocyklu?

Ponoć wystarczy 10 000 godzin i z każdego można zrobić mistrza w dowolnej dziedzinie. Czy tą zasadę można ślepo stosować by ponosić swoje umiejętności także na jednośladzie? 

W artykule The New Yorker z 2016 roku Maria Konnikova w detalu śledzi badania profesora Hambricka z Uniwersytetu Michigan. Hambrick to psycholog, który swoją w swojej karierze szuka odpowiedzi na pytanie czy talent jest dziedziczony czy wypracowany.

Bohater naszego artykułu od dziecka marzył, żeby zostać profesjonalnym golfistą. Mimo setek godzin spędzonych na treningach, nic z tego nie wyszło. Życie poprowadziło go do innego profesora psychologii – Andersa Ericssona. Ericsson twierdzi, że wszystkiego można się nauczyć do eksperckiego poziomu pod warunkiem włożenia w to odpowiedniej ilości czasu. Zresztą, możecie nieświadomie znać jego poglądy, bo to on stoi za zasadą „10 000 godzin”.

10 000 godzin treningu

Wyobraźmy sobie sytuację, że od dziś trenujemy 10 godzin dziennie grę na skrzypcach. Dzień w dzień, świątek, piątek, niedziela. Po niecałych trzech latach mielibyśmy na karku około 10 000 godzin gry na skrzypcach. Czy każdy z nas grałby lepiej na skrzypcach niż przed rozpoczęciem treningu? Oczywiście, że tak. Czy ktokolwiek z nas trafiłbym do najlepszych filharmonii na świecie? Prawdopodobnie nie. 

Profesor Hambrick w serii prac naukowych dowodzi, że trening nie czyni mistrza. To naturalne predyspozycje odgrywają ogromną rolę. Badając pianistów był w stanie dowieść, że im wydajniejsza pamięć robocza (odpowiedzialna za przechowywanie tymczasowych informacji), tym lepszy pianista. Ilość treningu miała drugorzędne znaczenie, a przykładów jest więcej.

Dla 1% najlepszych ekspertów w swoich dziedzinach trening ma wielokrotnie mniejszy wpływ na rozwój niż dla osób, które w danej dziedzinie ekspertami nie są. Nie oznacza to, że nie musieli pracować, żeby dostać się na pozycje w których się znajdują. Oznacza tylko tyle, że TOP 1% trenuje w taki sposób, by osiągnąć przewagę nad konkurencją w swojej dziedzinie. Trening ten najczęściej nie ma nic wspólnego z powtarzaniem czynności w której jest się ekspertem.

Czołowi zawodnicy MotoGP czy F1 zaskakująco mało czasu spędzają za sterami motocykli / samochodów. Dużo więcej czasu spędzają z psychologami, fizjoterapeutami, dietetykami czy na siłowni. Pracują nad refleksem, koncentracją czy unikaniem kontuzji. Dla Valentino Rossiego kręcenie kolejnych okrążeń na motocyklowym torze ma mało sensu.

Zainteresowanych odsyłam do oryginalnego artykułu. Dalej zastanowimy się jak jego wnioski rzutują na interesujący nas temat – szkolenie motocyklowe.

Co to oznacza dla motocyklistów?

Po pierwsze: nigdy nie będziemy tak dobrzy jak Chris Birch czy Marc Marquez. Ten drugi jest świetnym przykładem, bo wśród najlepszych z najlepszych motocyklistów na świecie, Marquez jest niedościgniony. Najgroźniejszym przeciwnikiem Marca Marqueza jest on sam (niech za przykład posłuży zeszły sezon).

Na mistrzostw świata składa się skomplikowane równanie, w którym znajdziemy: predyspozycje genetyczne, dyscyplinę, ilość treningu, czas rozpoczęcia treningu, zaplecze finansowe, szczęście i wiele, wiele więcej. Tylko jeden posiada wszystkie niezbędne elementy, dlatego tylko jeden zostaje mistrzem świata.

Po drugie: to dobrze, że nigdy nie będziemy mistrzami świata! Zamiast inwestować godziny w nieproduktywny trening, który poprowadzi nas w ślepe zaułki, możemy wybrać rozwiązanie celowane. Określić realnie swoje cele (np. chcę pewnie czuć się w piasku, chcę bezpiecznie wystartować w amatorskim rajdzie offroadowym) i znaleźć najprostszą drogę do ich osiągnięcia. I nie będzie to 20 000 km rocznie w terenie. Będzie to 1000 km pokonanych świadomie i poprawnie. 

Nikomu niczego nie ujmując, na szkoleniach „jak Ziemia płaska i szeroka” pojawiają się także motocykliści z 20-30 letnim doświadczeniem, którzy mają problemy z podstawowymi ćwiczeniami. Często tkwiąc w nieświadomej niekompetencji przez lata utrwalają sobie błędne nawyki. Widzimy to na zajęciach z jazdy w terenie. Ile potrzeba czasu, żeby poradzić sobie z problemem nierozwiązanym przez 20 lat jeżdżenia? Bardzo często odpowiedź brzmi: jeden dzień. W przypadku prowadzonych przez nas szosowych szkoleń California Superbike School sytuacja wygląda identycznie.

Trywialne work smart, not hard wiecznie żywe.

Na zakończenie, mamy zadanie na dziś: jaki motocyklowy cel chcielibyście osiągnąć w 2021 roku? Dajcie nam znać, a w międzyczasie zerknijcie na TERMINY IMPREZ Proenduro.pl w 2021.